06 września 2012

Zaczęło się 25 lat temu


Po pięciu latach pracy składająca się z inżynierów (i tylko z inżynierów :-) Groupe Speciale Mobile, powołana w 1982 roku przez Europejską Konferencję ds. Poczty i Telekomunikacji uzgodniła większość zasad dotyczących planowanej paneuropejskiej sieci cyfrowej telefonii komórkowej, która miała obsługiwać miliony abonentów. 
Porozumienie nazwane Memorandum of Understanding zostało podpisane równo 25 lat temu, 7 września 1987 roku w Kopenhadze. Uczestnikami porozumienia były rządy najpierw 15, potem jeszcze 6 kolejnych krajów europejskich. Wagę standardu doceniły też kraje egzotyczne z naszego punktu widzenia, takie jak Australia, Hong Kong, Nowa Zelandia czy Kamerun, które też dołączyły do MoU GSM.
Szczegóły techniczne, o których teraz nie warto wspominać, były uzgadniane od 1985 roku między największymi operatorami i producentami sprzętu telefonicznego z RFN-u, Francji i Włoch. Dwa lata później projekt wzięła pod opiekę Komisja Europejska tak, by pierwsze sieci mogły ruszyć nie później, niż w 1991 roku. Ruszyły :-) Publiczność mogła obejrzeć działającą już sieć pilotową na wystawie ITU w Genewie w październiku 1991 roku.
W rzeczywistości sieci GSM (bo tę nazwę przyjęto dla standardu) oddano do użytku w pierwszej połowie 1992 roku w Niemczech, Francji, Danii, Finlandii, Portugalii i Szwecji. 17 czerwca 1992 roku podpisano pierwszą umowę roamingową między Telecom Finland i Vodafone UK. Paneuropejski system stał się faktem.
Zastanawiałem się, co robiłem 7 września 1987 roku? Pewnie w swojej pierwszej pracy zajmowałem się normalną robotą: nadzorem nad modemami pracującymi na kilkunasto czy kilkudziesięciokilometrowych łączach z zawrotnymi prędkościami 75 bitów na sekundę. A może pomagałem swoim kolegom z działu informatyki przy konserwacji dysków o pojemnościach 8 i 30 MB? ;-)
A w domu? Owszem, byłem jednym z tych 2 milionów szczęśliwców, którzy mieli telefon stacjonarny w domu. Może grałem przez cały weekend na pożyczonym od kolegi ZX Spectrum? Bo własne Atari kupiłem dopiero rok później.
Pamiętam pierwszą polską prezentację telefonów GSM w warszawskim Pałacu Kultury. Było to gdzieś między 1992 a 93 rokiem. Malutkie, jak na tamte czasy telefony, anteny okryte falowodami (pewnie żeby nie zakłócać przestrzeni radiowej Rzeczpospolitej), numeracja zaczynająca się od +358. 
A, i wtedy jeszcze nie wynaleziono SMS-ów :-)


04 lipca 2012

Stalking operatorski

Jestem molestowany. Molestowany przez swojego operatora telekomunikacyjnego. 
Dziś około 15:10 zadzwonił telefon identyfikujący się numerem biura obsługi. Niezbyt miły pan, o sposobie mówienia rodem z firmy Kruk, powiedział że zalegam z fakturą i jeśli nie zapłacę, to...
Niezbyt grzecznie (w końcu zawsze trzeba się dostosować do poziomu rozmówcy, prawda?) przerwałem i powiedziałem, że nie dostałem faktury. To oczywiście moja wina, bo powinienem... Znów przerwałem z  informacją, że nie będę prowadzić kalendarzyka, kiedy to powinienem dostawać poszczególne kwity.
Padło pytanie, kiedy zapłacę? Jak tylko zobaczę co jestem winien, więc dziś albo jutro. No to mam przysłać mu potwierdzenie, bo jak nie, to odetną mi usługi. Tu, żeby nie używać słów powszechnie uznanych, zakończyłem rozmowę.
Rzeczywiście, sprawdziłem - są zaległości. O fakturze jestem (a przynajmniej powinienem być) powiadamiany poprzez pocztę elektryczną, a tym razem nic nie było. OK, ponieważ mogę zapłacić rachunki bezpośrednio z systemu fakturowego, kliku kliku klik i o 15:16 dostałem mail z Bluemedia powiadamiający o dokonaniu płatności na rzecz operatora.
O 15:29 pik pik - przychodzi SMS. "Informujemy, że na państwa koncie występuje niedopłata..." O żesz... Ale dobrze... Komputery mamy wolne, bo nie szybkie, więc może jeszcze nie wszyscy wiedzą. Ale...
16:42. Telefon. Zastrzeżony. "Tu Twój operator! Informujemy, że wystąpiła...". No żesz mać... Czerwona słuchawka - przecież nie będę słuchać bzdur. Ale Operator się nie poddaje - 17:43 dzwonek. "Tu Twój...". Zdążyłem rozłączyć.
Uprzejmie informuję Mojego Operatora, że jeszcze jedna próba kontaktu w tej sprawie będzie przeze mnie potraktowana jako stalking. Bardzo poważnie potraktowana.

17 czerwca 2012

Tak wykuwała się stal

Pierwsze modele chlubnie zasłużyły na miano „cegły” – ich waga i rozmiary spokojnie służyły jako przyrządy do obrony osobistej. Niektórzy – ze względu na wyjątkową jakość połączeń - nazywali je pieszczotliwie szumofonami. Były niemymi bohaterami polskiej transformacji społecznej, politycznej oraz gospodarczej. Tak wykuwała się stal czy, jak kto woli, tak powstawała nowoczesna telekomunikacja w Polsce - poprzez analogowe telefony komórkowe Centertela.

Gdyby żył, 18 czerwca 2012 roku skończyłby 20 lat - analogowy telefon komórkowy systemu NMT450i. Pierwsze przymiarki do budowy jakiejkolwiek sieci łączności ruchomej w Polsce rozpoczęły się już w 1990 roku, chwilę po przemianowaniu PRL na Rzeczpospolitą Polską. Finalnie, 22 października 1991 roku, powołano PTK Centertel - spółkę ówczesnego polskiego operatora narodowego – Telekomunikacji Polskiej (51% udziałów) oraz France Telecom i Ameritechu (po 24,5%). Literki PTK dumnie informowały społeczeństwo, że mamy do czynienia z Polską Telefonią Komórkową.
Budowę sieci rozpoczęto na początku 1992 roku. Pierwszym miastem mającym pokrycie była, co chyba nikogo nie dziwi, Warszawa. Łączność w pierwszych latach zapewniało 6 stacji bazowych i - wbrew urban legend - na liście lokalizacji nie było Pałacu Kultury i Nauki. Zasięg zapewniały 3 stacje umieszczone wokół ścisłego centrum miasta (wieżowce przy ul. Barbary, Stawki i Targowej), a 3 kolejne obsługiwały resztę miasta. W momencie startu PTK Centertel zatrudniał ok. 130 osób.
Telefon komórkowy Anno Domini 1992 roku niewiele przypominał to, co kupujemy obecnie. Może za wyjątkiem jednego parametru – i te zabytkowe i współczesne smartfony z trudem wytrzymują dobę bez ładowania. Na pierwszy rzut rzucono do sklepów dwie Nokie: ręczną (nie mylić z kieszonkową) oraz przeznaczoną do samochodu z opcją do osobistego dźwigania. Kosmiczny kształt, z wysuniętym głośniczkiem i mikrofonem (coś podobnego widywano w XX-wiecznych filmach science-fiction) oraz dłuuuga antena rozpoznawalne były z daleka, na pierwszy rzut oka. Równie szybko z daleka można było rozpoznać charakterystyczne dzwonki, a dokładniej jeden dzwonek. No i ten ciężar, też łatwo rozpoznawalny dla posiadaczy. Przekładając fizyczne właściwości Citymana obecnej młodzieży można by opisać go następująco:  weź iPada i złóż go pięciokrotnie wzdłuż dłuższego boku, a otrzymasz najnowocześniejsze urządzenie sezonu lato 1992.
Instalacja, czyli na dzisiejsze aktywacja, kosztowała 500 dolarów. Tak, dolarów, bowiem z uwagi na szalejącą wówczas inflację wszystkie ceny w PTK Centertel liczone były w dolarach amerykańskich. Również niektórzy menadżerowie operatora mieli kontrakty wyrażone w tej walucie. Miesięczny abonament kosztował 25 dolarów, a rozmowy… Prawdopodobnie z uwagi na udział amerykańskiej spółki Ameritech przyjęto amerykański model cennika - Called Party Pays, czyli za wszystko płaci abonent komórkowy. Dlatego płacono nie tylko za połączenia wychodzące (jak dziś), ale również za wszystkie przychodzące! Cena połączenia wewnątrzsieciowego wynosiła 35 centów za minutę, tyle samo też należało zapłacić za połączenie przychodzące. Połączenie na zewnątrz, do sieci Telekomunikacji Polskiej (innej wówczas nie było ;-) kosztowało 70 centów za każdą rozpoczętą minutę, zaś rozmowa międzynarodowa liczona była według stawek narodowego operatora uzupełnioną o drobną kwotę 2,5 dolara. Co ważne, w 1992 roku ceny netto były równe cenom brutto bowiem podatek VAT wprowadzono dopiero rok później, w lipcu 1993 roku.
Jeszcze ciekawiej wyglądały wówczas ceny aparatów telefonicznych. Za Nokię Talkman należało zapłacić 1433 dolary, za kieszonkowego Citymana 1767 dolarów. Dla porównania przeciętne miesięczne wynagrodzenie wynosiło wówczas 2 935 000 złotych, co przy kursie NBP z 19 czerwca 1992 (13 667 PLZ/USD) dawało kwotę 215 dolarów. Czyli Talkman kosztował 6,5 miesięcznej pensji, a Cityman – ponad 8. Kupowana dwa lata później przez moją firmę Motorola kosztowała nieomal tyle samo, co nowy mały fiat.
Ówcześni pracownicy Polskiej Telefonii Komórkowej Centertel podkreślają, że firma w tamtym kształcie stanowiła ewenement na tle chociażby TPSA. Zachodni sposób zarządzania, wprowadzenie dress-code (każdy pracownik w krawacie), pełna obsługa klienta przez telefon, kompetentni pracownicy w nielicznych, ale luksusowych salonach. To rzeczywiście była rewolucja na tle zgrzebnej polskiej rzeczywistości, a w porównaniu z operatorem narodowym istny kosmos.
Teoretycznie PTK miało możliwość korzystania z licznych masztów Telekomunikacji Polskiej. Ale, jak wspomina jeden z byłych pracowników zajmujących się wtedy budową sieci radiowej, obiekty tego typu traktowano jako strategiczne specjalnego znaczenia, a przecież odpowiedzialny pracownik TPSA nie będzie zdradzać tajemnic pracownikom jakiejś spółki zagranicznej, bo tak traktowano wtedy Centertela. Dlatego też większość masztów budowano własnymi siłami. Wtedy to miał miejsce pierwszy w Polsce protest przeciwko budowie „szkodliwych” masztów, a miejscem akcji było Błonie pod Warszawą.
Od 2008 roku na masztach Centertela, i z wykorzystaniem jego częstotliwości, instalowane są urządzenia do korzystania z internetu w technologii CDMA.  I to był chyba prawdziwy koniec sieci NMT, chociaż - podobno - w niektórych miejscach urządzenia instalowane najpóźniej w 1998 roku nadal działają.

17 maja 2012

Tablety nie zbawią wydawców prasy, ale...

Dziś miałem przyjemność uczestniczenia w MobileStandard 2012 - konferencji organizowanej przez IDG, jako "...odpowiedź na pytanie jakie trendy będą dominować w najbliższym czasie na rynku usług i rozwiązań mobilnych...".
Organizatorzy postawili mi trudne zadanie odpowiedzi na kwestię: czy tablety mogą zbawić prasę papierową. Odpowiedź jest raczej negatywna, a szczegółów możecie dowiedzieć się z prezentacji.
Cytowanie i kopiowanie dozwolone z podaniem źródła :-)

28 kwietnia 2012

Nawigacja w Warszawie

Po co mi nawigacja, kiedy jeżdżę po stolicy? Raczej nie po to, żeby gdzieś trafić, chyba że wybieram się do Azji Mniejszej*), za wodę. Nawigacja, a kontretniej Automapa z traffikiem służy po to, aby ominąć korki i - co równie ważne w ostatnich miesiącach - nie wpakować się na ulicę, którą właśnie ktoś postanowił zamknąć.
Wszystko było w porządku, aż do dziś. Dziś, około 11:00 Automapa postanowiła skierować mnie na Trasę Łazienkowską, na odcinek od GUS-u do Wisły. Problem w tym, że akurat ten odcinek jest od wczoraj zamknięty z powodu wymiany asfaltu na cokolwiek.
Mimo tego, że pojechałem prosto Alejami Niepodległości (bo musiałem z powodu braku innej możliwości), Hołowczyc nie zrezygnował z przejażdżki TŁ, każąc a to zawrócić, a to skręcić w lewo.
Sytuację z lekka zaogniło kolejne polecenie Krzysztofa H. Na rogu Batorego i Waryńskiego kazał mi "na rondzie skręć w lewo, trzeci wyjazd". Kto zna skrzyżowanie, ten wie o co chodzi, a inni niech sobie sprawdzą na Google Maps :-) Najbliższe rondo jakieś 500 metrów dalej :-P
Dałem mu wolne. Tak na wszelki wypadek. Bo wpadnie mu do głowy to samo, co kiedyś Navigonowi, który na moście przez Drwęcę wykrzyczał "skręć w lewo. Teraz!".
Miłego weekendu :-)

*) Azja Mniejsza - to, co za wodą i na północ - górna prawa ćwiartka na mapie :-)

05 kwietnia 2012

Po co jedliśmy tę żabę?

Dwóch Żydów siedziało nad rzeką. Jeden mówi do drugiego - widzisz tę żabę? Jak ją zjesz, to dam ci sto złotych. Ten zjadł, zainkasował pieniądze.
Ale pierwszemu żal się zrobiło pieniędzy i mówi - a jak ja zjem żabę to też mi dasz 100 złotych? Drugi się zgodził, ten pierwszy z obrzydzeniem żabę zjadł i pieniądze odzyskał.
Wtedy ten drugi mówi - ty, to po co my te żaby jedli?
Ostatni tydzień minął pod znakiem ofert "no limit". Pierwszy ofertę ogłosił Play, niecałe 24 godziny później T-Mobile, a wczoraj Plus. Gdzieś tam, jak duch, obija się jeszcze próbna oferta Orange, który ma w tej chwili większy problem z przeprowadzką, niż z utrzymywaniem dotychczasowych klientów. Bo, jeśli tego do tej pory nie zauważyliście, oferta taka może jedynie zabrać klientów innym operatorom. To ma przynieść dodatkowy strumień pieniędzy, mniejszych niż płynęły do poprzedniego usługodawcy. Taki trick do podkradania klientów.
Play, wprowadzając ofertę, miał nadzieję, że przez jakiś czas będzie jedynym, który może reklamować się jako przyjazny dla heavy-usera. Jednak spekulacje Playa runęły już następnego dnia. Rakovski z Borsem powiedzieli "sprawdzam". Tak szybkiej reakcji w T-Mobile nikt się nie spodziewał, a już na pewno nie spodziewano się jej po Polkomtelu, który przeżywa bardzo głęboką restrukturyzację. Zresztą takie opinie głosili też przedstawiciele Playa, którzy po konferencji mówili o miesiącach potrzebnych na dogonienie ich oferty...
Jeżeli trzech z czterech graczy ma praktycznie taką samą ofertę, to przewaga pierwszego praktycznie zmalała do zera. Gorzej, jeżeli "ten pierwszy" rzeczywiście przygotowywał ofertę przez kilka miesięcy, to ma dodatkowe koszty, związanie chociażby z przygotowaniem reklam.
Sytuacja na dziś wygląda następująco: operatorzy na własną prośbę pozbyli się najbardziej dochodowych klientów, płacących nie kilkadziesiąt, a kilkaset złotych miesięcznie. Żydowska stówa obiegła wszystkich zainteresowanych, nikt się nie wzbogacił, wszyscy czują niesmak po żabie.
Oferta "no limit" stanie się kolejnym książkowym przykładem, jak NIE NALEŻY wprowadzać ofert. Następne pomysły, być może innowacyjne, być może korzystne dla klienta, będą teraz oglądane pod światło, czy nie ma w nich kolejnej żaby. Bo żaba pozostawia niesmak w ustach. Na długi czas.

01 kwietnia 2012

Podobno coś się dzieje...

Korzystając ze sprzyjających okoliczności przyrody, oddaliłem się na kilka dni z naszego pięknego kraju. Jednak nawet siedząc pod palmą (w Niedzielę Palmową ;-) nadal coś tam dociera...
Otóż właśnie dotarła do mnie informacja, że w piątek jeden z urzędów centralnych podobno podjął działania związane ze zmową. Zmowa ma dotyczyć operatorów telekomunikacyjnych (to już conajmniej raz graliśmy), ale tym razem w kontekście rynku konsumenckiego. Jedyne, co w tej chwili przychodzi mi na myśl, to słynne 29 groszy za minutę połączenia.
Ale może urzędy wiedzą lepiej? I więcej?